
Uczę, bo po prostu to lubię. Moja własna droga z angielskim nie była usłana różami – do klasy maturalnej absolutnie go nie umiałam. Dużo lepiej szedł mi francuski, a angielski był dla mnie ścianą. Doskonale pamiętam to uczucie bycia oszołomionym nadmiarem bodźców, gdy jako neuroatypowe dziecko i nastolatka siedziałam na lekcji i zupełnie nie rozumiałam, co się dzieje, bo wszystko pędziło za szybko.
Dopiero tuż przed maturą coś „kliknęło”. Dziś, z perspektywy osoby, która przeszła tę drogę od całkowitego zagubienia do certyfikatu CAE zdanego na poziomie C2, pokazuję moim uczniom, że angielski to w dużej mierze logiczna układanka. A tam, gdzie tej logiki brakuje – bo język to żywy, nie zawsze konsekwentny twór – dorzucam ciekawostki z językoznawstwa czy historii języka, które pomagają to zrozumieć i zapamiętać.


W nauczaniu najbardziej irytuje mnie szkolna „masówka” i brak zaufania do inteligencji ucznia. Dlatego od ponad 10 lat pracuję wyłącznie indywidualnie lub w bardzo małych grupach. Nie podaję gotowych odpowiedzi na tacy – wolę wspierać samodzielne myślenie i pokazywać mechanizmy, które ułatwiają zapamiętywanie. Moje doświadczenia z innymi językami (francuskim, włoskim, hiszpańskim, łaciną, a nawet węgierskim) pokazują mi szerokie spektrum językowych schematów, i pozwalają mi podrzucać skojarzenia, które niesamowicie przyspieszają naukę.
Nasze lekcje to nie tylko kserówki i podręcznik. To debaty, gry, a czasem nawet sesje RPG. Potrafię wpleść gramatykę w rozmowę o niemal wszystkim – od psychologii po technologie. Na co dzień jestem też czynną skrzypaczką – koncertuję w orkiestrach i uczę gry na instrumencie (również po angielsku). Wolny czas spędzam jako petsitterka, opiekując się zwierzętami. Praca muzyka i opieka nad czworonogami nauczyły mnie ogromnych pokładów cierpliwości i empatii, które w pracy z ludźmi są dla mnie kluczowe.

